Na dzisiaj przygotowałem moje osobiste top 10 ulubionych utworów zespołu Republika – wziąłem pod uwagę tylko i wyłącznie płyty wydane w okresie życia Ciechowskiego, pomijając albumy po angielsku (które i tak zawierają tylko obcojęzyczne wersje wcześniejszych piosenek) oraz minialbum ”Ostatnia płyta” (zawierająca m.in Śmierć na pięć). Wybrałem piosenki z wszystkich albumów studyjnych – włączając w to składanki ”1991” i '82 – '85”.
środa, 31 grudnia 2014
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Grzegorz Ciechowski ( Obywatel G.C ) - przegląd płyt
Tydzień temu obchodziliśmy 14 już
rocznicę śmierci naszego rockowego poety – Grzegorza
Ciechowskiego. Z tej okazji kilka najbliższych wpisów chciałbym
poświęcić na przypomnienie jego twórczości i dokonań (zarówno
z Republiką, jak i jego solowego wcielenia – Obywatela G.C).
Zapraszam Cię do pierwszego odcinka – przeglądu płyt studyjnych
stworzonych pod szyldem Obywatel G.C.
Większą część swojej kariery
Grzegorz Ciechowski poświęcił zespołowi Republika, jednak nie
można zapominać, że przez długi czas, na przełomie lat 80 i
90, grupa nie istniała, a on sam występował jako Obywatel G.C.
Nagrał kilka płyt, do każdej z nich zaprosił mnóstwo
doskonałych, bardziej bądź mniej znanych muzyków jazzowych, czy rockowych. W tym
przeglądzie skupię się właśnie na twórczości solowego
Grzegorza. Przybierze postać mini – recenzji: poniżej krótko
opiszę każdą pozycję i dokonam jej ogólnej oceny.
wtorek, 23 grudnia 2014
Lady Pank na Boże narodzenie – Zimowe graffiti 1996 – Biblioteczka płytowa #28
Na Boże narodzenie
polecam Ci świąteczną Płytę Lady Pank! Zamiast słuchać po raz
kolejny kolęd w wykonaniu Górniak czy Budki Suflera, w tym
specjalnym wpisie z serii Biblioteczka płytowa, polecam Tobie album
Zimowe graffiti z 1996 roku.
Najlepsze:
Miejsce
przy stole
Zimowe
graffiti
Nie
mów mi teraz dobranoc
Przebudzenie
czwartek, 11 grudnia 2014
Biblioteczka płytowa #27
Kult ”Tata 2” (1996)
Trzy lata późniejsza druga część
Taty, następca "Taty Kazika" zawiera piosenki, które ”nie zmieściły się na pierwszą
płytę”. Może to sugerować produkt mało wartościowy, będący
tylko i wyłącznie skokiem na dodatkową kasę, żerującym na
sentymencie fanów do ”Taty Kazika”. Czy tak jest w
rzeczywistości?
Najlepsze:
Jeśli
zechcesz odejść – odejdź
Kochaj
mnie a będę Twoją
Nie
dorosłem do swych lat
Samotni
ludzie
Zastanówcie
się sami
Gwiazda
szeryfa
wtorek, 9 grudnia 2014
Biblioteczka płytowa #26
Kult "Tata Kazika" (1993)
Kilka miesięcy temu
opisałem pobieżnie wydawnictwa związane z bardem Stanisławem Staszewskim, między innymi dwie płyty nagrane przez zespół jego syna
Kazika. Przyszła pora, abyś poznał moje opinie o obu częściach
”Taty Kazika”. Dzisiejsza i jutrzejsza biblioteczka płytowa
będzie poświęcona właśnie im.
Najlepsze:
Dziewczyna się bała
pogrzebów
Inżynierowie z
Petrobudowy
Knajpa morderców
Wróci wiosna,
baronowo
Kurwy wędrowniczki
Bal kreślarzy
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Kwasek
Każdy troszkę
interesujący się muzyką, choćby i nie lubił rocka, na pewno zna
nieśmiertelne przeboje, takie jak Człowiek z liściem na głowie,
czy Jestem z miasta, choćby ze śpiewników ogniskowych.
Oryginalnie były to jednak piosenki autorstwa Kuby Sienkiewicza
poddane ciekawej rock'and'rollowej aranżacji. Za takie brzmienie
pierwszej płyty Elektrycznych gitar odpowiadał głównie jeden
człowiek – Rafał Kwaśniewski. Gitarzysta, który był
założycielem lub członkiem kilku kapel, lecz teraz jako twórca
został całkowicie zapomniany. W Dzisiejszym wpisie chciałbym
przypomnieć Ci jego postać w kontekście rzeczy, które tworzył.
środa, 3 grudnia 2014
Biblioteczka płytowa #25
Budka Suflera - ”Nic nie boli tak jak życie” (1997)
Płyta była obliczona nie tylko na
sukces artystyczny – po porażce sprzedażowej poprzedniego albumu
„Noc” Lipko i spółka zdecydowali się na materiał bardziej
przystępny. Zamiast rockowych utworów z licznymi elementami
bluesowymi, mieszanka bluesa, gitarowych solówek i popowych melodii.
Efektem był wielki sukces Takiego Tanga i milion egzemplarzy albumu
„Nic nie boli tak jak życie”. Czy płyta jest strawna
również dla fanów rocka?
Najlepsze:
Radio
taxi
Jeden
raz
Gdzie
jest ta krew?
Nic
nie boli tak jak życie
Bez
aplauzu
Nowa
wieża Babel
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Historia polskiego rock'n'rolla, cz.6
Wiele wydarzeń, które nastąpiły w latach 80, doprowadziło do obalenia ustroju komunistycznego w Polsce. Solidarność, Stan Wojenny, wizyty Jana Pawła II w Polsce, czy wreszcie muzyka punkowa i festiwal w Jarocinie – wszystko to po trochu sprawiło, że żyjemy teraz w Wolnej Polsce. Jak konkretnie jest z tą naszą wolnością – mamy ją, czy tak naprawdę to fikcja – to temat na zupełnie innego rodzaju bloga i nie będę tego tutaj roztrząsać. Pora opowiedzieć trochę o muzyce pierwszej dekady niekomunistycznej.
cz. 4 (boom polskiego rocka): http://tinyurl.com/lbwfykm
cz. 3 (muzyka młodej generacji): http://tinyurl.com/ktu6fd9
cz. 3 (muzyka młodej generacji): http://tinyurl.com/ktu6fd9
cz. 1 (początki cz.1): http://tinyurl.com/lj3oj7t


"Nie ma murów by walić w nie upartym swym łbem"
Pierwsza połowa lat 90 to bezsprzecznie najlepszy okres w całej historii rodzimego rock'n'rolla. Owszem, uwielbiam lata 80, powstawały wtedy wspaniałe piosenki, jednak dopiero do następnej dekady należą prawdziwe perełki – te czasy uważam za najbardziej kolorowe, innowacyjne i płodne. Większość poniższych zespołów, które zaraz opiszę, z powodzeniem kontynuuje karierę do dziś, bądź są żywą legendą, inspirując kolejne pokolenia muzyków.
Wielkie powroty:
Pod koniec lat 80 muzyka rockowa traciła w Polsce na popularności, co niestety zespoły zmuszało do zawieszenia, bądź wręcz zakończenia działalności. U niektórych z nich wystąpiło zmęczenie materiału, u innych zadecydowały kwestie zarobkowe – po prostu nie mogli utrzymać się z muzyki, zdecydowali się więc wyjechać i szukać szczęścia w świecie.
Po tym, jak się u nas skończyła komuna, bariery zostały odblokowane, otwarły się drzwi dla prywatnych koncertów, pojawiły się większe pieniądze.
Muniek Staszczyk wrócił do kraju z gotowym tekstem piosenki Warszawa, potem razem z Janem Benedkiem (współkompozytor i drugi lider kapeli) i nowym składem T.love (”alternative” przestało obowiązywać już pod koniec lat 80.) wydał dwie wspaniałe płyty – ”Pocisk miłości” i ”King”.
Podobnie Kazik Staszewski, który po powrocie z Londynu odwiesił działalność zespołu, stworzył (z zespołem lub osobno, jako solowy Kazik), takie krążki jak ”Spalam się”, ”Your Eyes”, czy – szczytowe osiągnięcie Kultu – ”Tata Kazika”.
Członkowie zespołów Budka Suflera i Lady Pank na przełomie dekad nie grali koncertów w Polsce, przebywali wtedy w USA (pierwszy z nich występował, członkowie drugiej kontynuowali kariery indywidualnie). Lady Pank na dobre powrócił dopiero w 1994, w tym samym roku wydając jeden z lepiej ocenianych krążków w swojej karierze – ”Na Na”. Osiągnięcia w latach 90 Budki Suflera natomiast to płyty ”Cisza” (pierwsza połowa) oraz ”Nic nie boli tak jak życie” (druga połowa).
Heyomania:
Powiem szczerze – nie jestem fanem tego zespołu, niemniej rolę, którą kapela Nosowskiej odegrała w polskiej muzyce rozrywkowej, doceniam. Sukces Hey z lat 93-95 (dalszą część kariery grupy pociągnęła charyzma wokalistki) wypatruję przede wszystkim w inspiracji bardzo popularnym w tamtych czasach gatunkiem Grunge, którego najbardziej docenianym przedstawicielem okazał się Kurt Kobain i jego Nirvana. W muzyce grupy z Seattle dostrzegam magię – której moim prywatnym zdaniem brakuje we wczesnym Hey. Ale to tylko moje subiektywne odczucie – ludzie w tamtych czasach oceniali tę kapelę zupełnie inaczej, przychodząc tłumnie na ich koncerty i wpadając w histerię na ich widok.
Elektryczne gitary:
Pierwsze piosenki zespołu, wśród których znalazły się na przykład Głowy L. Czy Człowiek z liściem, powstały już w latach 70 i 80, wykonywane przez kilka amatorskich zespołów, których wspólnym punktem był charyzmatyczny Kuba Siekiewicz.
Drugą ważną postacią, współtwórcą Elektrycznych Gitar okazał się Rafał Kwaśniewski, który wraz z Piotrem Łojkiem stworzył rock'n'rollową kapelę, wykonującą utwory Sienkiewicza.
Na początku lat 90 udało im się wydać swój debiutancki album – ”Wielka radość”. Znajdujące się tam piosenki weszły do kanonu ogniskowej piosenki. W przeciwieństwie do wielu zespołów, także obecnie muzyka Elektrycznych gitar i specyficzne teksty doktora Kuby mi się podobają. Najnowsze dokonania nie straciły nic z uroku dawnych nagrań.
Twórczość Macieja Maleńczuka:
To właśnie jego mogliby wskazać za przykład ci, którzy uważają rock za dzieło diabła. Człowiek, który kilka razy zmieniał szkołę podstawową, nie ukończył 6 klasy, siedział w więzieniu, potem przez kilka lat był ulicznym bardem, a mimo tego odniósł sukces. To nie mogłoby się udać, gdyby nie podpisał jakiegoś paktu. Nawet Kazik powiedział coś w stylu, że ceni Macieja, ale nie chciałby być jego kolegą.
Dzisiaj twórca znany jest z masy projektów, wśród których w latach 80 powstali Pudelsi, a w 1993 trio Homo Twist. W tym drugim bard grał z takimi muzykami jak, wymieniony wyżej, Rafał Kwaśniewski, czy Olaf Derriglassoff.
Zespoły jajcarskie:
Koniec komuny dla całej polskiej muzyki był to okres orzeźwienia. Zespoły punkowe nie musiały już śpiewać tylko i wyłącznie jak jest źle, chociaż większość zespołów dalej to robiła, a publiczność Jarocińska reagowała niechętnie na mniej poważne zespoły. Popatrz choćby na koncert Big Cyca na jednym z festiwali. Generalnie cały czas słychać gwizdania, nawet krzyki ”wypi*****ać!” Z drugiej strony mogła to być po prostu osobista niechęć do tej dziwnej kapeli, bo takie Piersi raczej wzbudzały sympatię publiczności. Mimo iż miały oba zespoły dużo wspólnego – grały jajcarskiego, ironicznego rocka (Muniek Staszczyk twierdzi, że to dzięki jego T.Love Alternative mogły one powstać), z tym że w przypadku Big Cyca były to czysto punkowe utwory, Piersi grały raczej coś z pogranicza punka, disco polo i muzyki ludowej (w różnych proporcjach, w zależności od pozycji w dyskografii).
Dobre początki:
W tym okresie powstały także zespoły, które dopiero w 2 połowie lat 90 zyskały na popularności, ale również takie, które na początku były uwielbiane, ale później ich sława przygasła. W tej pierwszej kategorii warto wspomnieć o takich kapelach jak Ira, czy Myslovitz. Do drugiej – zespół Wilki (Son of the blue sky okazało się hitem, ale w kolejnych latach Gawliński, aby o nim nie zapomniano, musiał trzymać się takich ”arcydzieł” jak Baśka).
To oczywiście nie wszystkie kapele, które zostały założone około pierwszej połowy lat 90, można by je wymieniać jeszcze bardzo, bardzo długo. W piątej części historii polskiego rocka chciałem po prostu pokazać, że w tym okresie powstało mnóstwo genialnej muzyki. Niektóre kapele lubię, niektóre mniej, generalnie jednak wszystkie miały ogromny wpływ na Polską kulturę.
Czy pierwsza połowa lat 90 to również Twój ulubiony okres w muzyce? Co myślisz o wyżej wymienionych zespołach – uważasz je za przełomowe, czy też ich sukces upatrujesz w tym, że grały muzykę, która miała podobać się szerszej publiczności? Wreszcie – jak oceniasz ich dalsze kariery? Czy taki Hey swój talent rozwinął w późniejszych latach działalności, czy też cenisz go dopiero od momentu, kiedy odeszli od swoich Grungowych inspiracji?
sobota, 29 listopada 2014
Internetowe archiwa Jarocina
W ostatniej części historii polskiego
rocka tylko pobieżnie opisałem zjawisko punka i najsłynniejszego
krajowego festiwalu w Jarocinie. Tam były jedynie zupełnie
podstawowe rzeczy, o których nieco bardziej zainteresowany tematem wiedział już od dawna. Dlatego dzisiaj chciałbym
przedstawić i uporządkować internetowe materiały na temat
klasycznego Jarocina (do 1994 roku) – strony internetowe, nagrania,
artykuły itp.
Poszukując szczegółowych informacji
i ciekawostek o tej słynnej imprezie, warto odwiedzić przede wszystkim dwa poniższe serwisy:
Pierwszy adres to oficjalna strona
Jarocina, w niej znajdują się przede wszystkim informacje o
aktualnych edycjach festiwalu – oprócz tego znajdziesz w dziale
"Historia" pobieżne rzeczy na temat poszczególnych
Jarocinów.
Znacznie ciekawsza jest druga strona –
tutaj są przede wszystkim archiwalne artykuły i nagrania z
najstarszych edycji, a nawet z "prehistorii"(festiwal Pop
Session) Jarocina. Nie uważam nawigacji po serwisie za mistrzostwo
intuicyjności, niemniej ilość tekstów rekompensuje te trudności.
Menu nawigacyjne znajduje się na dole strony. Po lewej masz różne
działy, jak na przykład wywiady, reportaże, filmy, natomiast w
czarnej ramce linki do podstron poszczególnych Jarocinów. Na każdej
podstronie znajdziesz artykuły prasowe, plany koncertów, często
również nagrania mp3, w całości bądź we fragmentach.
Kilka pojedynczych piosenek odsłuchasz
na boxie nieco powyżej menu (wśród artystów znajdują się tacy klasycy,
bądź zapomniane zespoły, jak Brzytwa ojca, Idee fixe,
Dezerter, czy T.Love alternative). Niestety, część
nagrań jedynie w bardzo krótkich fragmentach (choćby Mędracy
Kultu).
Jak już wspomniałem, jeden z działów
to opisy filmów dokumentujących jarociński festiwal i całą jego
otoczkę. Konkretnie dwóch produkcji – Fala (na temat Jarocina
'85) oraz My Blood Your Blood (dokument BBC, przede wszystkim
zawierający fragmenty występów z Jarocina '86).
Oba filmy możesz obejrzeć na
youtube. Pierwszy na kanale Piosenki dla dzieci, drugi u SendMeAnAngel69.
W tym serwisie znajdziesz również
filmy dokumentujące inne edycji Jarocina.
Na kanale trzezwyjakswinia:
https://www.youtube.com/watch?v=SndISdaPJHA
Jarocin'89
https://www.youtube.com/watch?v=R7pj1sruRJ4
Jarocin '91
https://www.youtube.com/watch?v=zgQGbDbP0EA
Jarocin '92
Na innych kanałach:
https://www.youtube.com/watch?v=f9ewfzl7rBI
Jarocin '82
https://www.youtube.com/watch?v=YIQhC8OIOSU
Jarocin'87
Oprócz "dokumentów" polecam
Ci na Youtube również pojedynce koncerty video w całości:
https://www.youtube.com/watch?v=ttcxg1RUujs
Antek – Jarocin '91
https://www.youtube.com/watch?v=LvNjkDjkRYI
Acid Drinkers – Jarocin '91
https://www.youtube.com/watch?v=28F2B_V3vRk
Proletayrat – Jarocin '92
https://www.youtube.com/watch?v=nnZQS8ez_tA
The Bill – Jarocin '93
Kończąc temat najpopularniejszego serwisu z filmami, bardzo gorąco
polecam kanał Wojtek Ugrewicz, do którego autor
wrzucił całą masę koncertów audio z Jarocina i innych festiwali lat 80, ilustrowanych oldskulowym,
undergroudnowym obrazkiem kasety magnetofonowej. Wśród ogromnej
ilości plików znajdziesz sporo koncertów i pojedynczych nagrań, na przykład występy takich zespołów jak Klaus Mitfoch, Izaak,
czy Agonia.
Na koniec serwis Chomikuj. Nie polecam
ściągania z nich filmów o Jarocinie, ponieważ znajdują się one
na youtube, a po drugie – za obejrzenie całego video będziesz
musiał zapłacić. Tymczasem nagrania audio możesz nawet odsłuchać
bezpośrednio na chomikowym odtwarzaczu. Najwięcej koncertów z
Festiwalu Muzyki Rockowej znajdziesz na dwóch poniższych kanałach:
Wśród masy nagrań, znalazło się
miejsce dla takich punkowych kapel, jak na przykład: Dekret, Siekiera, Paranoya, Bruno Wątpliwy, Rekrut.
środa, 26 listopada 2014
Biblioteczka płytowa #24
T.Love ”Old is Gold” (2012)
Każda płyta T.Love oparta jest na
innym pomyśle. Najnowsze dwupłytowe wydawnictwo, jak sam tytuł
wskazuje, stanowi hołd dla starej muzyki. W przeciwieństwie jednak
do płyty "Al Capone", która czerpała inspirację i elementy z disco
i glam rocka, ”Old is Gold” sięga po jeszcze starsze, klasyczne gatunki – rock'n'roll,
blues, czy muzykę folk.
Najchętniej słucham:
Tamla
Lavenda
Poeci
umierają
Stanley
2005
Skomplikowany
(nowy świat)
Modlitwa
Muzycy używają
klasycznych instrumentów, charakterystycznych dla wyżej wymienionych
muzycznych gatunków – klawisze, trąbkę, harmonijkę ustną, akordeon i wiele
innych. Instrumentów słychać na tej płycie naprawdę sporo. Na płycie numer 1 umieszczono
zwyczajne, rock'and'rollowe kawałki, eksperymenty natomiast
rozpoczynają się na kolejnym krążku.
Jeżeli chodzi o
teksty, w założeniu miały być one poważne, nie znajdziesz tutaj
żadnych wesołkowatych piosenek (chociaż prześmiewcze, czy wulgarne - owszem). Niestety, Muńkowi jak zwykle nieraz udało
się zepsuć warstwę słowną różnymi niezręcznymi wersetami - szczególnie na pierwszej płycie (Frontline). To jest właśnie
problem Zygmunta, według mnie, który nie pozwala mi go nazwać
najlepszym polskim tekściarzem – Kazikowi Staszewskiemu
swojego czasu udawało się unikać tego typu wpadek.
Początek CD 1 nie nastraja mnie pozytywnie do reszty albumu. Całe szczęście, wszystko zmienia się w drugiej części wydawnictwa. Najpierw pojawia się
najbardziej spokojny (ale wcale nie nużący) kawałek Jak nigdy z prostą, przejrzystą warstwą liryczną. Następnie jest Mętna Woda, brudna
piosenka z nawiązaniem w tekście do B.B Kinga. Ostatnie trzy utwory należą
do moich ulubionych na CD 1: Tamla Lavenda – tutaj o Muniek
śpiewa o depresji... falsetem; Poeci Umierają – piosenka pasująca
do listopadowego, zadusznego klimatu; i wreszcie Stanley – utwór opowiadający tragiczną historię, która wydarzyła się jednemu ze znajomych Muńka, i bardzo mądrym, refleksyjnym refrenem.
Jednak najlepsze utwory
umieszczono dopiero na drugim krążku. Okazuje się on zdecydowanie lepszy od poprzedniego – zarówno tekstowo (po raz
pierwszy od... chyba zawsze, Muniek używa przekleństw!), jak i
muzycznie i aranżacyjnie. Zawiera znacznie ciekawsze kompozycje, są
one bardziej różnorodne i ciekawe. Jest tutaj nawet kilka nawiązań
do... muzyki afrykańskiej - na przykład w piosence Orwell or Not Well
pojawił się gościnnie Pako Starr.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Kult - Top 10 piosenek, cz. 1 "Studyjna"
Dzisiaj czas na pierwszą
część zestawienia moich ulubionych piosenek Kultu. To dla mnie
zespół szalenie istotny, uwielbiam wiele ich piosenek i z pewnością
mógłbym zrobić top 30, a nawet top 50 utworów Kultu. Zdecydowałem
jednak, że podzielę to zestawienie na dwie części.
Pierwsza część nazwałem ”Studyjną”. Pozwoliłem sobie na następującą
selekcję – na listę wejdą utwory, które bardziej podobają mi
się w wersji płytowej, niż na koncertach, bądź takie, które w
ogóle na setlistach się nie pojawiały (ewentualnie pojawiały się
bardzo rzadko / w ogóle nie słyszałem ich w wersji na żywo).
Spodziewaj się więc kilku niedocenianych i zapomnianych
kawałków. Jak zwykle wybrałem każdą piosenkę z
innej płyty,
Standardowo linki do
top 10 (wprost z kanału wydawcy SP Records, można
więc ich słuchać 200% legalnie) znajdziesz poniżej:
Natomiast jeżeli chcesz poznać moją opinię na temat poszczególnych piosenek, zapraszam
już teraz na szczegółowe omówienie wszystkich pozycji z top 10 utworów zespołu Kult.
10 Miejsce. TDK Kaseta.
Miał być Kult studyjny,
a tutaj miejsce dziesiąte należy do piosenki, która ukazała się
na koncertowym ”Tan”. Nie mogę jednak zamieścić TDK Kasety
w części koncertowej zestawienia, a to dlatego, że pozostałe
wykonania live straciły coś z klimatu i atmosfery wersji płytowej.
Rewelacyjnie brzmi refren ”kaseta” wykrzykiwane w kółko przez
Kazika :)
9 Miejsce. Jutro wszystko
zmieni się.
Bardzo przyjemna
piosenka, porzucona (na koncertach) przez zespół Kult tuż po
wydaniu ”Hurry”. Tekst opowiada o nowym życiu – chociaż niektóre
rymy są niezbyt udane (”Politycy z potylicy / i wojskowi z
zagranicy”), jednak całość ma swój niewątpliwy urok.
Największą natomiast wspaniałością tej piosenki jest genialna
solówka na puzonie. Jarosław Ważny pokazał w tym utworze, że
jego instrument może grać
niemal tak fajnie, jak waltornia.
8 Miejsce. Sen Bruna S.
Utwór z bardzo
niedocenianej płyty ”Salon recreativo” (na tegorocznym występie
w Dublinie Kazik porzucić wykonanie Najbardziej chcianego bandyty
w Polsce, mimo iż ten został
umieszczony na setliście kartkowej). Posiada dziwny,
surrealistyczny tekst, moim zdaniem zbliżony atmosferą do
twórczości Schulza, chociaż Kazik zarzeka, że czerpał z niego
inspiracji. Klimatu dopełnia oczywiście muzyka, gdzie szczególną
uwagę zwraca gra trąbki. Podczas gdy zwrotki to spokojna melodia, w trakcie refrenu utwór niespodziewanie nabiera dynamiki. Tam też
został użyty jeden z moich ulubionych efektów – nałożenie na
siebie dwóch wokali, śpiewających inny tekst.
7 Miejsce. Yvette.
Jest to całkowicie
wymyślona historia, ale Kazik śpiewa bardzo przekonująco, jakby
naprawdę znał i przyjaźnił się z dziewczyną o imieniu Yvette.
Piosenka, w której tekst dominuje nad muzyką.
Niemniej jakaś melodia
występuje. Nagranie rozpoczyna się od partii gitary nieelektrycznej,
potem wchodzą grające już do końca klawisze. Gdzieś tam
wybrzmiewa delikatna melodia waltorni. Pod koniec piosenki występuje
prosta i niezbyt zachodząca w pamięć solówka na elektryku.
6 Miejsce. Bracia.
Piosenka z ”Poligono
Industrial”, zaskakująca podobnie jak cały krążek. To chyba
najbardziej różnorodna, jedna z najdłuższych kompozycji zespołu
Kult. Pomimo tego, iż bardzo dynamiczna nie jest, to jednak ani
przez chwilę nie nudzi.
Również wokalnie i
tekstowo Bracia mocno się wyróżniają. Pojawiają się rozległe
partie rapowane i tylko pierwsze zwrotki (”Bracia, pora zbierać
się”) oraz końcówkę można by określić jako ”kwestie”
śpiewane. Sam tekst nie opowiada żadnej konkretnej historii, to
raczej zlepek niepowiązanych ze sobą wersów (partia ”Jedna pani
drugiej pani...” czy ”Miasto płonie i rotunda też...”).
5 Miejsce. Ja Wiem to.
Jeden z najostrzejszych
utworów w wykonaniu Kultu, z najbardziej chyba mrocznym i
pesymistycznym tekstem Staszewskiego. Opowiada o gnieździe skażonym
złem i zepsuciem (jako żywo przypomina obecną sytuację w Polsce,
chociaż Kazik mówił, że nie o to mu chodziło). Podobnie jak
wiele piosenek z ”Ostatecznego krachu”, użyto tutaj samplerów,
wcale nie łagodzą one jednak wymowy i ostrości Ja wiem to.
4 Miejsce. Bliskie
spotkanie...
Utwór z genialnej płyty
”Muj Wydafca”, muzycznie najlepszy z całego krążka. Tym razem
piosenka w stylistyce jazzowej. Obowiązkowo pojawia się instrument
dęty, klawisz, czy charakterystyczna jazzowa gra perkusji.
Tekst opowiada o
spotkaniu człowieka i przedstawiciela obcej cywilizacji. Kosmita przedstawiony w
tekście różni się znacznie od wizerunku utrwalonego w popkulturze
– ten brzydzi się przemocą i dziwi, że wojna na niebieskiej
planecie to dochodowy interes. Kazik sugeruje, że w porównaniu
między ziemianami i obcymi, to właśnie ufoludki mogliby okazać
się bardziej ”ludzcy”.
3 Miejsce. Nie dorosłem
do swych lat.
Piosenka wykonywana
oryginalnie przez Stanisława Staszewskiego. I jeżeli poprzednie
miejsce należy do jednego z lepszych muzycznie utworów Kultu, Nie
dorosłem do swych to mistrzostwo i majstersztyk. W piosence
zostało wykorzystanych mnóstwo instrumentów, oprócz standardowych
również fisharmonia, czy ”próbka”. Co ciekawe, jeden z nich
jest tak dobrze ukryty, że nawet członkowie Kultu nie pamiętają,
w którym miejscu kompozycji go umieścili. Dzięki Kazikowi i spółce
piosenka zyskała niesamowitą aranżację, natomiast genialny tekst
zawdzięczamy Stanisławowi.
2 Miejsce. Czarne słońca.
Jeden z tych utworów,
które brzmią genialnie na płycie, ale koncertach straciły całą
swą moc. Wyjątek stanowi tu wersja bez prądu, gdzie dodano
klimatyczną partię na trąbce. Wątpię, aby waltornia brzmiała
tutaj równie dobrze.
Mówiąc Czarne
słońca, myślę przede wszystkim o genialnym Januszu
Grudzińskim. Jego pełna napięcia partia klawiszy przeszła już do
kanonu charakterystycznych melodii zespołu Kult. Oprócz klawiszy, w
kompozycji grają rolę również inne instrumenty, głównie gitara
elektryczna.
1 Miejsce. Wolność.
Kazik uważa, że wersja
płytowa jest zbyt powolna, dlatego podczas koncertów zaczęto Po
co wolność grać znacznie szybciej. Moim zdaniem ta wersja
brzmi gorzej. Na krążku ”Kaseta” jest wystarczająco
dynamicznie, nie wiem więc skąd to kombinowanie. Jednak, powiem wam
szczerze, muzyka w tej piosence nie jest dla mnie najważniejsza.
Tekst okazuje się genialny
(szczególnie pod koniec), zarówno jeżeli chodzi o formę – dobór
słów, rymów, wersów, jak i treść. Absolutnie najlepszy liryk na
”Kasecie” (powstał dużo wcześniej, po prostu cenzura nie
pozwalała go umieścić na płycie), aktualny w chwili powstania,
ale również w dzisiejszych czasach. Pewnie pozostanie prawdziwy w
dalekiej przyszłości.
środa, 19 listopada 2014
Biblioteczka płytowa #23
Kult MTV Unplugged (2010)
W swej historii zespół Kult nagrał
jedną koncertówkę, Tan. Kazik nie jest z niej zadowolony. Trudno
się dziwić, w końcu utworów było tam bardzo mało utworów
(zaledwie 9), a i jakość nagrań pozostawiała wiele do życzenia.
Jedynymi jasnymi punktami, jak dla mnie, są piosenki TDK Kaseta
oraz Arahja w wersji z waltornią.
Na drugie tego typu wydawnictwo fani musieli czekać aż do XXI wieku - MTV zaproponowało zespołowi nagranie płyty w ramach słynnego
na całym świecie programu Unplugged. Co ciekawe, nie była to
pierwsza styczność formacji z występami akustycznymi. W 1993 roku
odbył się rejestrowany koncert "bez prądu" z serii
promującej "Tatę Kazika". Miało to chyba zostać wydane,
jednak skończyło się na krążącym w internecie bootlegu (nie w
całości, bowiem Kult na bisach grał jeszcze Do
Ani oraz cover solowego Kazika, Kobieta wyzwolona).
Wrócę jednak do lat współczesnych.
Dotychczas w koncertach Unplugged, oczywiście chodzi o polskie
zespoły, wzięli udział tacy artyści jak Kayah, Wilki, czy Hey.
Jak na ich tle wypadł Kult? Cóż, to na pewno nie ten poziom, co
krążek ”Hey – MTV Unplugged”, gdzie muzycy zdecydowali się
na zupełną zmianę aranżacji utworów (teraz Teksański
brzmi jak prawdziwe country) oraz wykorzystanie całej masy
egzotycznych instrumentów. W tym przypadku są to po prostu piosenki
Kultu zagrane na akustycznych instrumentach, gdzie najbardziej
nietypowe okazują się mandolina i bandżola. Utwory przeszły
lekkie modyfikację, czasem nawet zmianę aranżacji, w pierwszym
przypadku wyszło to na dobre (Czarne słońca, Berlin),
w drugim całkowicie zepsuło kompozycje (Arahja, Brooklynska
rada żydów).
Chłopaki wyselekcjonowali utwory z
bogatej kolekcji setek piosenek zespołu. Na szczęście nie
ograniczyli się do największych przebojów, zagrali również wiele
perełek. Pozytywnie zaskoczyły mnie takie utwory jak: W czarnej
urnie, Mędracy, Umarł mój wróg, Bliskie
spotkanie trzeciego stopnia, Nie dorosłem do swych lat. Szkoda, że odrzucono takie utwory, jak Piotr Pielgrzym
i Skazani (wiem, że
początkowo miały się pojawić).
Do dzisiaj zespół Kult gra trasę
Unplugged – odbywają się one na początku roku, cena biletów
przewyższa wartością zwykłe występy. Za to setlistę znacznie
poszerzono, oprócz dwóch piosenek wyciętych z oryginalnego
wystąpienia (Gwiazda szeryfa, Bal kreślarzy), możesz usłyszeć również Notoryczną narzeczoną, Wolność,
Twoje słowo jest prawdą i wiele innych.
Inne materiały o MTV Unplugged:
piątek, 14 listopada 2014
Youtobowo, koncertowo - Krótkie spięcie
Dzisiaj koncert młodego zespołu (nie mylić ze starym zespołem Krótkie spięcie, występującym w latach 80 między innymi na Rockowisku), którego członkowie poznali się jeszcze w szkole. Na razie grają covery polskich i zagranicznych kapel, jednak zarzekają się, że już niedługo zaprezentują własny, autorski repertuar. Polecam zajrzeć również na ich profil Facebookowy:
https://www.facebook.com/KrotkieSpiecie
https://www.facebook.com/KrotkieSpiecie
Wejdź na poniższy link, aby wysłuchać krótkiego koncertu:
czwartek, 13 listopada 2014
Historia polskiego rock'n'rolla, cz.5
Poprzednie części cyklu
cz. 4 (boom polskiego rocka): http://tinyurl.com/lbwfykm
cz. 3 (muzyka młodej generacji): http://tinyurl.com/ktu6fd9
cz. 3 (muzyka młodej generacji): http://tinyurl.com/ktu6fd9
cz. 1 (początki cz.1): http://tinyurl.com/lj3oj7t
1980-1989
"W powietrzu dziwnie pachnie punkiem punkiem!!!"
Ludzie
szaleli na punkcie Maanamu, chodzili do Opola czy na inne festiwale,
by posłuchać Lady Pank bądź innych zespołów. Tymczasem w swoich
domach dorastali młodzi chłopcy, zbuntowani, a nie mogący wyrazić
swego buntu wobec otaczającej ich rzeczywistości. W końcu jednak
znaleźli miejsce, gdzie mogli wykrzyczeć swoje poglądy i ubierać
się tak jak chcą, nie będąc przy tym narażeni na przemoc ze
strony milicji, żulów czy innych porządnych ludzi. Tak jest,
dzisiaj zajmę się muzycznym fenomenem, znanym jako polski punk! Przypomnę ludzi, którzy obalili komunę, kombatantów, dzięki którym możesz,
będąc mężczyznami, zapuścić sobie długie włosy, czy nosić na
uszach kolczyki.
Punk
to w gruncie rzeczy przyspieszona wersja rock'n'rolla, więc i
początki tego ruchu w Polsce wyglądały podobnie, jak trzydzieści lat wcześniej historia polskiego big bitu. Pierwszym polskim zespołem punkowym był Kryzys, jedna z kilku kapel założonych
przez Roberta Brylewskiego. W pewnym programie telewizyjnym wystąpili
oni w maturalnych garniturach, i chociaż grali dosyć grzecznie, to
i tak wzbudzali swymi piosenkami gniew systemu. Program ten miał na
celu ośmieszyć tę muzykę i przedstawić jej przedstawicieli jako
niewychowanych dzieciaków. Kryzys był dla polskiego "śmieciowego"
rock'n'rolla mniej więcej tym, czym Sex Pistols dla zagranicznego –
przetarli oni szlaki, zrobili dziurę w murze, sprawili że mogły
powstać nowe kapele.
Wszystkie
te super popularne zespoły grające koncerty dla komunistycznych
agentów siedzących w pierwszych rzędach, mogły sobie grać, punkowcy jednak
nie chcieli tam się pokazywać. Chcieli posiadać własny festiwal.
Swoją nisze polski punk znalazł między innymi na Róbrege, na
Gdańskiej scenie Alternatywnej, a w końcu w Jarocinie. Do tego
ostatniego punkowcy się dokleili (Jarocin związany był raczej z
wykonawcami Muzyki Młodej Generacji), ale to właśnie z tym
konkursem młodych talentów, do dzisiaj są kojarzone piosenki tego
jarocińskie. W ramach festiwalu, w ciągu kilku lat jego istnienia,
wystąpiło wielu artystów, na przykład po raz pierwszy pojawili
się Robert Gawliński, czy Paweł Kukiz. Najważniejsze kapele
Jarocina to (moim zdaniem) Dezerter, KSU, Siekiera, T.love
Alternative (pierwsza kapela ironiczna, która była inspiracją dla
takich gwiazd lat 90 jak Big Cyc i Piersi). Największym szacunkiem
darzę oczywiście Kult, zespół, który nie chciał brać udział w
konkursie, pojawił się na Jarocinie dopiero jako ”gwiazda”. W
latach 80 grupa Staszewskiego popełniła kilka ikonicznych utworów
– Polskę, czy Arahję.
Polski punk
wywarł ogromny wpływ na naszą muzykę, ale również kulturę i
obyczaje. Z początku wszyscy ci młodzieńcy w dziwnych strojach, z
wyglądem całkowicie odbiegającym od ówczesnego kanonu, byli
pogardzani i traktowani jak śmiecie. Wkrótce jednak muzyka ta
zdobywała coraz większą popularność. Wiele dzisiejszych
klasycznych zespołów rockowych, zaczynało jako punkowcy, bądź
inspirowała się tego typu twórczością.
środa, 12 listopada 2014
Biblioteczka płytowa #22
Lady Pank "Międzyzdroje" (1996)
Uwaga! Przed Tobą
prawdopodobnie jedyny rozbudowany artykuł o tej płycie na
Internetach. "Międzyzdroje" należy do podobnej
kategorii, co choćby "Salon Recreativo" Kultu – album
niedoceniany, ale moim zdaniem świetny.
Najchętniej słucham:
Czy
czujesz jak
Nikt
nie umie tak jak Ty
Piąta
rano
Hotel
Polska
Nie
chcę litości
Odjeżdżałem
z nią
Po bardzo ostrej, momentami wręcz hardrockowej płycie ”Na na”
przyszedł czas na coś spokojniejszego. Przypomina to bardziej
klasyczne dokonania zespołu (z lekką domieszką bluesa), z czego
Taka wyspa spokojnie mogłaby zostać umieszczony na
najwcześniejszych albumach. Chociaż pojawia się mocniejszy kawałek
Nikt nie umie tak jak Ty, to jednak dominują tutaj
"wakacyjne" (jak to określa polska wikipedia) klimaty. Coś
w tym jest – instrumentalny, umieszczony na sam koniec utwór
tytułowy, brzmi trochę jak muzyka hawajska :) Wszystkiego słucha
się bardzo miło, w kilku miejscach dodałbym jednak jakieś solówki
(gościnne smyczki w utworze Nie ma litości brzmią bardzo
dobrze, jednak pasowałoby na koniec kompozycji dograć drugą
wstawkę gitarową).
Janusz Panasewicz do poprzednika napisał swoje dwa pierwsze teksty.
Wypadły one moim zdaniem rewelacyjnie. Najwyraźniej zespół miał
podobne zdanie, gdyż ”Międzyzdroje” wypełniają tylko i
wyłącznie dzieła Panasa. Najlepiej wychodzą mu piosenki o miłości
– inne również brzmią bardzo dobrze, jednak nie są zbyt
przejrzyste i tak naprawdę nie wiadomo do końca o co w nich chodzi.
Głównym motywem do napisania tekstów był moim zdaniem jakiś
zawód miłosny, którego Panasewicz doświadczył. Najlepiej widać
to w piosenkach Nikt nie umie tak jak Ty oraz Piąta Rano.
Odjeżdżałem z nią stanowi opis spotkania dwojga kochanków,
wątpię jednak aby była to historia z życia wzięta (chociaż
brzmi bardzo autentycznie). Nie chcę litości natomiast to
opis uczuć towarzyszących rozstaniu – zostało to napisane tak,
jakby autor rzeczywiście bardzo cierpiał po stracie. Podsumowując,
w 1996 dobra forma wokalisty, jeżeli chodzi o teksty, nadal trwa, co
najlepiej widać po tych czterech opisanych wcześniej piosenkach.
Podstawowy album oceniam bardzo wysoko, w prywatnym rankingu znajduje
się na trzecim miejscu – za ”Lady Pank” i poprzednim albumem
”Na na”. Mojego wrażenia nie psują trzy dodatkowe kompozycje
umieszczone w posiadanej przeze mnie reedycji albumu. Chociaż
jakością odbiegają do ”Międzyzdrojów”. Byś imię miał –
kolejna rzecz spółki Borysewicz/Panasewicz, być może odrzucony utwór (pasuje raczej do płyty "Łowcy głów"). Choćby nie wiem co – duet z Panasa z
Robertem Gawlińskim, co odczytuję za minus, ponieważ nie trawię
tego wokalisty. Trzecia piosenka to cover Krzysztofa Klenczona pt. Spotkanie z diabłem –
nagranie z telewizji, niestety marnej jakości, pasujące raczej do
darmowego bootlega, niż komercyjnego albumu.
I na koniec, ponieważ rzadko zdarza się znaleźć opinię o
”Międzyzdrojach”, chciałbym wiedzieć jaki jest Twój osąd na
temat krążka. Uważasz, że jest niedoceniany? A może słusznie
popadł w zapomnienie? Oceń album w komentarzu, zachęć do tego
innych, którzy mieli z nim styczność.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Akcja: "Wiercenie dziury w brzuchach Suflerom"
Kilkukrotnie narzekałem już na ostatnią trasę w karierze Budki Suflera pt. "A po nocy przychodzi dzień...", a konkretnie na niezróżnicowanie utworów na koncertach - każdy występ składa się praktycznie z takich samych piosenek (inna jest najwyżej kolejność). Mało tego, zabrakło kilku piosenek granych jeszcze w tamtym roku - Świat od zaraz, Młode lwy oraz Cały mój zgiełk. Dlatego zdecydowałem dzisiaj otworzyć "Wiercenie dziury w brzuchach Suflerom".
Pod tym długim tytułem kryje się akcja, dzięki której Budka Suflera na jednym ze swoich ostatnich koncertów zagra jakiś nigdy nie grany przebój, albo chociażby te wyżej wymienione. Przebiegać będzie w dwóch etapach. W pierwszym z nich wybierzmy kilka piosenek, który chcielibyśmy na koncertach usłyszeć. W tym celu utworzyłem ankietę, gdzie każdy może wybrać po jednej piosence z każdej płyty studyjnej (dodatkowo do wyboru Czas ołowiu, Jolka w wykonaniu Cuga, Stąd do gwiazd i Tylko dla orłów).
http://moje-ankiety.pl/respond-70331.html
Osobiście starałem się nie kombinować, i wybierać utwory grane jeszcze w latach 90 i XXI wieku (moje typy to: I tylko gwiazda, Tyle z tego masz, Rock'n'roll na dobry początek, Cały mój zgiełk, Giganci tańczą, Obraz bez ram, Młode lwy, Noc, Nic nie boli tak jak życie, Świat od zaraz, Mokre oczy, Breathing you, Zostań jeszcze, Jolka w wykonaniu Cuga).
Ankieta niech trwa cały tydzień. Drugi etap polega na tytułowym "wierceniu w brzuchu". Proponuję, aby wszyscy zainteresowani wysyłali prośby o to, aby Suflerzy dołączyli do setlisty jeden nowy numer, w różnorakiej formie (maile, listy, spotkania z muzykami). Raczej niech to będą maksymalnie cztery piosenki (można zrobić dodatkową ankietę), także prośby o zagranie "czegokolwiek".
Można zrobić również inaczej np. jeden zbiorowy list z nazwiskami wszystkich popierających akcję osób. Pomysłów na pewno znajdzie się wiele.
I właśnie na koniec chciałbym znać Wasze opinie, jak to zorganizować i co można jeszcze zrobić. Chętnie też rozwieję wszystkie Wasze wątpliwości dotyczące akcji.
sobota, 8 listopada 2014
„Tak bardzo, bardzo kocham Cię” - Małżeństwa, romanse, związki polskich muzyków rockowych.
źródło: nocoty.pl |
Słynne stwierdzenie „seks, drugs and
rock and roll” wyraża raczej wyobrażenia ludzi o stylu życiu
muzyków rockowych, niż stan faktyczny. Z tym przygodnym seksem z
każdą fanką, która się nawinie, to gruba przesada – ludzie Ci
są zbyt zajęci muzyką, aby jeszcze znajdować sobie kochanki
(trochę inaczej jest z używkami, niemniej prędzej czy później
wykonawcy uświadamiają sobie ich zgubny wpływ). Oczywiście świat
nigdy nie jest czarno-biały, więc na jednego Micka Jaggera, który
to dziewczyny i kochanki zmienia jak rękawiczki, przypada jeden
James Hetfield, wierny małżonce od około 20 lat.
Tak naprawdę wśród wykonawców
możemy – tak jak w każdej grupie – znaleźć wiecznych
kawalerów, wiernych małżonków, czy ludzi którzy po latach
szaleństw postanowili w końcu się ustatkować. Wspomniałem przed
chwilą o muzykach zagranicznych, dalsze przykłady chciałbym jednak
oprzeć na polskim rock'n'rollowym podwórku. Przygotujcie się więc
na pasjonujące historie z życia wzięte, rodem z newsów na Pudelku
(może trochę przesadzam, ale faktycznie, część zawartych tutaj
informacji zaczerpnąłem właśnie z takich źródeł :)
Janusz Panasewicz ożenił się w 1980,
obecnie jest rozwiedziony, jednak ma stałą partnerkę, doczekał
się aż czterech synów – Wojciecha, a także bliźniaków Brunona
i Juliusza. Napisałem czterech? No właśnie, kilka lat temu okazało
się, że Panas ma nieślubne dziecko z kochanką ze Stanów
Zjednoczonych. Przez długi czas ani fani, ani media nie miały o tym
pojęcia, chociaż pierwsza wskazówka pojawiła się na okładce
płyty ”Na Na” z... 1994 roku. Otóż napisane tam było, że
piosenkę Młode orły zespół dedykuje ”Karolinie i
Olivierowi”. Romans trwał, podczas gdy wokalista Panków mieszkał
w Chicago (jego zespół zawiesił wtedy działalność), po powrocie
do kraju ich miłość się skończyła, do dzisiaj mają jedynie
sporadyczne kontakty.
Jego najsłynniejszy kolega z Lady
Pank, Jan Borysewicz, zawarł dwa małżeństwa, doczekał się
dzieci, a nawet wnuków. Natomiast od czasu do czasu widzę na
Pudelkach artykuły o tytułach w stylu ”Borysewicz z nową
dziewczyną”.
Inny wokalista zespołu zaliczanego do
nurtu ”dinozaurów”, Krzysztof Cugowski z Budki Suflera, również
miał dwa ożenki, z drugą kobietą żyje do dziś (poznał ją
również w Ameryce, podczas trasy Budki Suflera w USA). Natomiast
jego koledzy z zespołu – Romuald Lipko i Tomasz Zeliszewski –
przez całe swe życie pozostali wierni jednej. Jeśli chodzi o
jeszcze inne postacie związane z Budką, piosenka Jolka, Jolka,
pamiętasz to historia
autentycznej miłości między twórcą tekstu Markiem Dutkiewiczem,
a pewną Jolantą, żoną literata. Romans ten nie trwał zbyt długo,
autor Jolki
dzisiaj ma inną partnerkę.
Czy istnieją
polscy wykonawcy, wierni od zawsze jednej i tej samej? Oczywiście,
że tak, pokusiłbym się o stwierdzenie, że takich jest zdecydowana
większość. Natomiast, czy istnieją małżeństwa rockowców bez
żadnych skaz, romansów, problemów? Oczywiście, że nie, ale
znajdziecie takie wśród ”zwykłych par”?
Najbardziej sensacyjna wiadomość o
Kaziku - jego żona nosi czerwone rajstopy!!!
(news prosto ze strony Faktu)
|
Z pewnością
najbardziej blisko takiego ”ideału małżeństwa” dotarł
związek pary Anny i Kazimierza Staszewskich. Mimo różnych
doświadczeń i problemów, o których Kazik nie wstydził opowiadać
w wywiadach, czy swoich tekstach, ich miłość zardzewiała. Mają
dwóch synów, doczekali się nawet dwójki wnuczek. Co ciekawe, mimo
iż pobrali się dosyć wcześnie, nie od razu było takie pewne, że
będą razem. Staszewski był bardzo nieśmiały do kobiet i jego
przyszła żona musiała o niego zabiegać, jednak wtedy Anna miała
już chłopaka. Związkowi pomogło to, że narzeczony... poszedł do
wojska! Ciekawe jak musiał się czuć, kiedy otrzymał przepustkę,
a jego ukochana była już z innym.
Nieco inaczej swoje
małżeństwo traktował Muniek Staszczyk. Mimo tego, iż od lat żyje
z Martą, w trakcie wspólnego życia nie obyło się, jak sam
Zygmunt przyznawał w wywiadach, bez różnych kryzysów. Nie chcę
pochopnie mówić, że były jakieś zdrady seksualne, niemniej na
okładkach płyt T.Love pojawiały się czasami nazwiska tajemniczych
kobiet, np. Mallory, ostatnio Menora Bentz (na płycie ”Old is
gold” opisywana jest ona jako inspiracja dla takich piosenek jak
2005, czy Moja kobieta, czyli utworów opisujących
romans).
Innym dobrym
przykładem zgodnego małżeństwa z pewnością będzie Monika
Gawlińska i jej partner, wokalista Robert Gawliński, o którym
Krzysztof Skiba kiedyś powiedział Wojciechowi Cejrowskiemu mniej
więcej, że śpiewa same piosenki o tym, jak bardzo kocha żonę.
Oczywiście i w tym przypadku nie obyło się przez te wszystkie lata
bez kryzysów. Kiedyś, za karę za swoje wybryki, wokalista dostał
od swojej ukochanej nożem w du... pośladki. Podobno bardzo szybko
się pogodzili.
Mógłbym wymienić
pewnie jeszcze więcej przykładów, niemniej w większości
ograniczyłoby się to do imion i nazwiska par, bo też nic
sensacyjnego, żadnych historii rodem z Pudelka, o tych związkach
nie można napisać. I pewnie bardzo dobrze, bo może to znaczyć, że
nadal bardzo się kochają.
Ogólnie,
małżeństwa ”rockowe” okazują się znacznie bardziej trwałe
czy, niż związki choćby wśród polskich aktorów, czy celebrytek
popowych. Wiele z nich mogą stanowić dobry przykład dla szarych
ludzi. Absolutnie nie zgadzam się z tym, że rock'n'rollowy świat
to wyłącznie kraina zepsucia, zdrad i przygodnego seksu. Jak już
pisałem, te wszystkie niekoniecznie moralne historie, zdarzają się
w różnych ”zwyczajnych” małżeństwach.
Linki:
piątek, 7 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
Biblioteczka płytowa #21A
"Chwileczkę!
Przecież okładka, którą tam umieścił, to wydanie zbiorcze wraz
z płytą Al Capone! Czemu opisałeś tylko koncertówkę?!".
Zawsze staram się przedstawiać okładki właśnie wydania, które
sam posiadam – tak również jest i w tym przypadku. Dlatego
dzisiaj nadrabiam zaległości i opiszę album z 1996.
T.Love "Al Capone" (1996)
Najchętniej
słucham:
Jak
żądło
Klaps
Gaz
No
pasaran, 19.11.95
Kosmos
Dzień
1996
She
Loves Dostoyevsky
Tak naprawdę na tej
składance, którą mam, najważniejszą płytą jest właśnie ”Al
Capone”. To krążek w historii T.Love przełomowy. Miał zarówno
dobry, jak i negatywny wpływ na dalszą muzyczną ścieżkę grupy.
Do pozytywów zaliczam to, iż od tej pory chłopaki zaczęli coraz
odważniej podchodzić do muzyki. Dzięki temu mamy zarówno popowy
”Model 01”, jak i wydawnictwo ”Old is gold”
Album przede wszystkim
zachwyca muzycznie. Co prawda T.Love zwrócił się w stronę melodii
bardziej popowej, jednak mankament ten jest niwelowany przez wielką
różnorodność. Głównymi inspiracjami były gatunki disco i glam
rock, jednak można usłyszeć tutaj bardziej klasyczny punk (Dzień),
piosenki popowe (Kosmos), czy muzykę "elegancką"
(Klaps, She loves Dostoyevsky). Oprócz członków
zespołu zagrała również rozbudowana sekcja dęta i smyczkowa. Za
niezbyt trafione uważam wykorzystanie melodii typu "umca-umca",
które trafiły do tych najsłabszych momentów Al Capone, jakimi są
Mamonabomba, czy Olej. Niemniej w większości utworów
muzycy dają z siebie wszystko – piosenki dynamiczne mają w sobie
czad, natomiast te spokojniejsze są bardzo klimatyczne (szczególnie
podoba mi się perkusja w Klapsie).
Natomiast, jeżeli w piosence No pasaran,
Paweł Nazimek rzeczywiście zagrał te wszystkie szybkie gitary (tak
jak sugeruje spis wykonawców) – szacunek dla niego, dotychczas go
nie doceniałem!
Nad
melodiami na tym albumie zachwycam się niemożebnie, nie mogę
jednak za wiele dobrego powiedzieć o tekstach. Tylko kilka porusza
poważniejszą tematykę (No pasaran), reszta to głupoty,
traktujące między innymi o kobietach-masochistkach, czy uciekaniu
przed ”dziewczynami”. Do takiego muzycznego misz maszu one
pasują, niemniej mam wrażenie, że od tej płyty zaczęła się
słabsza forma tekstowa Muńka, która ciągnie się moim zdaniem do
dzisiaj. To tutaj pojawiają się pierwsze infantylne utwory o
miłości i inne głupie teksty, rzecz charakterystyczna dla
późniejszej twórczości Zygmunta.
Podsumowując,
Al Capone ma rewelacyjną muzykę i słabe, ale pasujące do
konwencji teksty. Do jej wad zaliczyłbym również zbyt dużą
liczbę piosenek i głupich przerywników w stylu My
name is Łukasz.
Gdyby pozbyto się niektórych kawałków, wyszłaby najfajniesza
płyta T.Love. A tak ma ona u mnie nieco dalsze miejsce (aczkolwiek dalej bardzo wysokie).
środa, 5 listopada 2014
Biblioteczka płytowa #21
T.Love "I Love you" (1994)
Dzisiaj mam dla Was
koncertową płytę T.Love. Zawiera zarejestrowane fragmenty trzech
koncertów, które odbyły się w Listopadzie 1993 roku. Był to zły
okres dla zespołu – właśnie miał odejść Jan Benedek, autor
praktycznie całego ówczesnego repertuaru, więc koncerty te odbyły
się w ponurej atmosferze, dodatkowo potęgowanej przez jesienną
porę (być może sypał wtedy już śnieg?), co jednak moim zdaniem
wyszło na dobre. Muzycy nie przepadają za "I love you", a
ja uważam, że zadziałała tutaj pradawna zasada – że najlepsze
rzeczy rodzą się w najgorszych czasach. Wyszła koncertówka o tyle
słabsza od "T.Live", że pozbawiona (z oczywistych względów) późniejszych hitów
np. z "Prymitywa". Co do zawartości – pojawiają się
tutaj utwory "alternatywnego" T.Love, dwa covery, a także
piosenki z dwóch pierwszych studyjnych płyt z udziałem Benedka.
Wśród perełek, teraz już nie granych na koncertach, mogę
wymienić X czy Pocisk miłości.
Jak
to zwykle bywa w przypadku tej kapeli, i tutaj pojawiły się
bonusowe piosenki. Syn miasta to porządny
cover zespołu Mano Negra. Tytułowy I love you
(na krążku w dwóch wersjach – polskiej i angielskiej), nie
należy do moich ulubieńców, mimo że okazała się ona wielkim hitem.
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
Biblioteczka płytowa (#11 - #20) Podsumowanie
Za nami już druga dziesiątka Biblioteczki płytowej. Podsumowaniem niech będzie - tak jak poprzednio - linki do wszystkich dotychczasowych odcinków. Będzie przydatna przede wszystkim dla osób, które dopiero niedawno stali się moimi czytelnikami.
Biblioteczka płytowa #20: "Poligono Industrial" Kultu
Biblioteczka płytowa #19: "Live at Carniege Hall" Budki Suflera
Biblioteczka płytowa #18: "Ohyda" Lady Pank
Biblioteczka płytowa #17: "Model 01" T.Love
Biblioteczka płytowa #16: "Spokojnie" Kultu
Biblioteczka płytowa #15: "Zawsze tam gdzie Ty" Lady Pank
Biblioteczka płytowa #14: "Woodstock 2004" T.Love (DVD)
Biblioteczka płytowa #13: "Kaseta" Kultu
Biblioteczka płytowa #12: "Salon Recreativo" Kultu
Biblioteczka płytowa #11: "Bal wszystkich świętych" Budki Suflera
piątek, 31 października 2014
Youtubowo, koncertowo - KFPP Opole 2000
Wiadomo, na Opolu występują artyści różnych gatunków. Niemniej, nawet dzisiaj, dla rockowych zespołów też znajdzie się nieco miejsca (koncert Kultu w 2012 roku). Tak też było na Opolu w roku 2000, gdzie na koncercie po tytułem "Mikrofon i ekran", z krótkimi występami zaprezentowali się różni artyści. Miłośników rock'n'rolla zainteresują dwa z nich. Pierwszy to krótki recital "Elektrycznych gitar" z okazji dziesięciolecia (od 40 minuty). Gościnnie wystąpił Zbigniew Łapiński ze słynnego tria bardów. Piosenek było pięć, dwie akustyczne i trzy z filmu Kiler (tytułowy, Co ty tutaj robisz, Co powie Ryba). Od 1 godziny 25 minut występuje zespół Dżem (jak to powiedział Artur Orzech "pierwszy raz w Opolu"), między innymi z piosenkami Wehikuł Czasu i Whisky.
Jakby kogoś to interesowało, są jeszcze aż dwa wykonania Balu wszystkich świętych Budki Suflera (1:04:30 i 2:25:25). Natomiast na całym festiwalu tę piosenkę wykonywali chyba z pięć razy :)
środa, 29 października 2014
Biblioteczka płytowa #20
Kult "Poligono industrial" (2005)
Drugą dziesiątkę zamykam krążkiem "Poligono industrial" Kultu. Doprawdy,
dziwna to płyta. Od dłuższego czasu porównywałem go z kolejnymi
albumami (”Hurra”, ”Prosto”), zastanawiając się, czy jest
od nich lepszy, czy też może gorszy. W końcu doszedłem do
wniosku, że po prostu inny.
Najchętniej słucham:
Pot i kreff
Kazelot
Tłuszcza
A kiedy nic was nie
ochroni
Bracia
Poligono industrial
Krążek ten powstał w
czasie, kiedy Krzysztof "Banan" Banasik pełnił w zespole
przywódczą rolę. Widać to już przy przeglądaniu okładki,
choćby spoglądając na liczbę instrumentów, które ten nagrywał.
Jego nazwisko pojawia się najczęściej – jako producent,
realizator, czy też twórca zdjęć. Tutaj zwróciłbym uwagę na
owe ilustracje, są bowiem wyjątkowo obleśne. Chyba najgorsza
okładka płyty Kultu!
Zupełnie inaczej brzmi
sama muzyczna zawartość, przy słuchaniu piosenek mam wrażenie,
jakby to nie Kult je wykonywał. Zresztą
naprawdę mogło tak być – ponoć Banan wycinał ścieżki innych
członków zespołu, co szczególnie dotkliwie odczuł Piotrek
Morawiec. Jego dominacja niestety sprawiła, że ucierpiał na tym
jego główny instrument, czyli moja ukochana waltornia. Sekcja
dęta wydaje się bardzo uboga
– tu i tam słychać pierdzenie na saksofonie, czasem jakaś
przygrywka unisono, ogólnie jednak tak jak w przypadku ”Prosto”,
niemal nie zwraca się na nią uwagi. Dobitny przykład na to, że
szkodzi nie tylko nadmiar, ale również niedobór.
Śpiew
Kazika się zmienił od "Salonu recreativo". Nie ma takiego
zachrypłego głosu, chociaż moim zdaniem nie brzmi już tak fajnie.
Teksty nie są tak bardzo złe, na pewno lepsze, niż w
przypadku ”Hurry”. Niestety, bardzo często zdarzają się takie
nie będące niczym innym jak zlepkiem nie powiązanych ze sobą
wersów (Poligono Industrial,
Bracia, Lepszych
dni nie będzie już). Niektóre starają się opowiadać
o czymś istotnym, w ogólnym rozrachunku okazując się całkowicie
nieczytelne. Mówiąc krótko – forma ok, treść nie bardzo.
Poligono
industrial faktycznie zdaje się, tak jak to mówił raz Staszewski,
całkowicie solowym projektem Banana podczepionym pod szyld Kultu.
Mimo moich narzekań lubię ten krążek i dobrze, że takie
nietypowe i inne od wszystkich albumy pojawiają się w dyskografii
zespołu. Na szczęście tylko od czasu do czasu.
Inne recenzje:
Subskrybuj:
Posty (Atom)